Oddasz mi swoją nerkę?

Naprawdę uwielbiam, jak Kanadyjczycy rozmawiają ze sobą. Trochę zajęło mi czasu, żeby się tego nauczyć.

Mężczyzna pyta się: – Oddasz mi swoją nerkę?

Na to kobieta mu odpowiada: – Co? Chcesz moją rękę?

Rozmowa robi się coraz ciekawsza.

– Nie rękę……Nerkę…..

Jednak nagle zapada kłopotliwa cisza.

Mniej więcej, tak rozmawia się w Polsce. Pewnych tematów po prostu się nie porusza, bo wstyd.. bo nie wypada…bo to…..bo tamto.

Witajcie w Kanadzie!

Ostatnio wychodzę z dziećmi na spacer. A tu wygląda, że mój sąsiad Travis wyprowadza się.

Witam się z nim i pytam od razu: – Hey Travis, wyprowadzasz się?

On na to: – Nie ja, tylko Ashley. (przyp. aut. jego partnerka i matka ich dziecka, Parkera). Travis dodaje jeszcze: – Ale wszystko jest ok.

Co ja w takiej sytuacji robię? Normalnie w Polsce, zabrałabym dzieciaki i uciekła z nimi jak najszybciej i jak najdalej, tylko żeby nie kontynuować tej rozmowy. Na szczęście, pozbyłam się już tego odruchu. Teraz po prostu pytam się: – Czy potrzebujecie pomocy?

Na początku wydawało mi się to okropnie dziwne, gdy nieznajomi chcieli wiedzieć: – Czy wszystko ze mną w porządku, gdy potknęłam się na ulicy albo coś upuściłam na ziemię. Teraz już nic mnie nie dziwi i robię dokładnie to, co wszyscy Kanadyjczycy. Interesuję się i oferuję swoją pomoc. Kurcze, to takie proste.

Na grillu u mojej szefowej, jej córka bez oporów opowiadała mi o swoich atakach lękowych czy alkoholizmie w okresie dorastania. Ja ją uważnie słuchałam. Zrozumiałam też, że to było wszystko, co ją zbudowało jako człowieka. Uwielbiam taki rodzaj otwartości i swobody w rozmowie. Nie ukrywam, że nie jest to łatwe dla kogoś, kto urodził się i wychował w Polsce.

Jednak wszystko jest możliwe!!!!