Każdy potrzebuje trochę CZARÓW

Te dwie historie opisuję dla tych, co już nie wierzą w Świętego Mikołaja, Wielkanocnego Zająca, Wróżkę Zębuszkę czy co stracili po prostu nadzieję na NOWĄ NERKĘ.

Magia jest wszędzie… ✨✨

W tym samym czasie, gdy moja mama została zdiagnozowana z rakiem trzustki, ja i moje dwie siostry zaszłyśmy w ciążę. Nie żebyśmy to planowały czy specjalnie starały się o dzieci, zresztą wtedy były inne ważne rzeczy do ogarnięcia. To jeszcze nie koniec historii. Uwaga… Moje USG wyszło idealnie. Dziecko nie miało żadnych cyst na nerkach, ilość wód płodowych, czyli sików maleństwa również była w normie. W przeciwieństwie do moje siostry, lekarz zobaczył powiększoną NERKĘ. Złe wiadomości podróżują najszybciej. Każdy w naszej rodzinie martwił się o tę nerkę, z wyjątkiem mnie. Pamiętam jak dzisiaj, stałam pod prysznicem z moim wielkim brzuchem i nagle oblało mnie to fantastyczne, błogie uczucie, że wszystko będzie dobrze. Ten idealny spokój i pewność, że przecież ludzie, nawet z jedną nerką, mają wspaniałe życie. Na tamten czas, nic nie wiedziałam o chorobach nerek. Moja siostra urodziła idealnie zdrowego chłopca. Natomiast u mojej córki wykryto wielotorbielowatą dysplazję nerek, tylko jedna działa dobrze.❤

Perełka jest w środku ❤❤

Druga historia będzie o moim synu 😉 W pierwszym trymestrze ciąży zaczęłam nagle krwawić i już myślałam, że tracę moje dziecko. Poprosiłam męża, żeby zabrał mnie do szpitala. W poczekalni była też ta Pani, wesoła Włoszka 😊 W Kanadzie każdy jest skądś😊 Okazało się, że Pani była w dobrym humorze, bo spotkała swojego brata tutaj. Nie widziała go przez 6 miesięcy, bo była na Florydzie ( tzw. „snowbirds” – emeryci, którzy na zimę wyjeżdżają do ciepłych krajów). Ja też opowiedziałam jej moją historię, a ona na to: – Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Jestem pewna, że jesteś w ciąży z chłopcem, który od początku sprawia Ci kłopoty. Haha…… W szpitalu dostałam immunoglobulinę anty-D, a 2-go października urodził się mój syn. Skąd ona wiedziała? Niech ktoś spróbuje mi teraz udowodnić, że czary nie istnieją. Haha…

Ja należę do tych, co:

„Uparcie i skrycie
Och życie kocham cię, kocham cię,
Kocham cię nad życie
W każdą pogodę
Potrafią dostrzec oczy moje młode
Niebezpieczną twą urodę

Kocham cię życie
Poznawać pragnę cię, pragnę cię,
Pragnę cię w zachwycie
Choć barwy ściemniasz
Wierzę w światełko które rozprasza mrok

Wierzę w niezmienność
Nadziei, nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie

A ja szepnę skrycie
Och życie kocham cię, kocham cię,
Kocham cię nad życie
Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz (…)”

Gdy byłam dzieckiem, często z moją mamą tańczyłyśmy do tego utwory wykonywanego przez Edytę Geppert. ❤❤❤❤ Piękne mam wspomnienia.

Pozdrawiam Was i życzę jak najwięcej zaczarowanych momentów w życiu ❤❤❤

Jestem ogromnie wdzięczna wszystkim mamom chorych dzieci na nerki

Uważam się za szczęściarę, bo udało mi się dotrzeć do wspaniałych kobiet, które są, rozumieją i walczą jak ja, o zdrowie swoich pociech. Każda z nas ma inną historię, ale chyba łączy nas jedno: PRZEOGROMNA MIŁOŚĆ DO DZIECI i ich specjalne potrzeby.

Photo by Lisa Fotios on Pexels.com

Staramy się zrozumieć siebie, chorobę i zbudować wokół tego jakąś NORMALNOŚĆ. Chcę również powiedzieć głośno, że:

JESTEŚCIE WSPANIAŁE, DZIELNE, PIĘKNE, CUDOWNE, MĄDRE, NAJLEPSZE ❤. Na pewno niewiele z Was to słyszy na co dzień, bo to nasze dzieci mierzą się z chorobą, a my im tylko towarzyszymy.

Szczególnie dziękuję: Ewelinie Przepiórze (mój piękny przewodnik i anioł kobietka), Pani Małgosi Wawrowskiej za wyrozumiałość i ciepłe komentarze, Adminowi grupy Kocham Swoje Nerki, który odpowiada na wszystkie moje wątpliwości, Pani Anecie Szejak za normalność, Pani Małgorzacie Samborskiej za piękną historię życia oraz tym wszystkim grupowiczom, że są dla mnie inspiracją i dowodem na to, że tak naprawdę „człowiek nie wie, ile ma siły”.

Pozdrawiam i życzę wspaniałej niedzieli ❤

Chore nerki odżywiają też ciekawość dziecka

Przeglądam rysunki Perły i szukam czarnych chmur. No nie ma, ani jednej. Poczułam ulgę. Wszystkie kwiatki i biedronki uśmiechają się do mnie spod tęczy. Nawet słońce radośnie na mnie patrzy z jej rysunków. Niektóre dzieci pytają: – Dlaczego niebo jest błękitne? Natomiast Perła chce wiedzieć: – Czy urośnie jej nowa nerka?

Jaka jest Twoja ulubiona bajka?

W bajkach są zawsze jakieś czarownice, które burzą spokój. Na szczęście, na pomoc szybko zjawiają się dobre wróżki i wszystko naprawiają, nawet zepsute nerki. Tata czyta Perle książki, które one później mi je streszcza przed snem. Haha…Taką mamy wieczorną rutynę i to również zmusza moje dziecko do mówienia po polsku. Dzisiaj poprosiłam Perłę, żeby mi coś opowiedziała o nerkach. Mogła być bajka, więc oto proszę, co wymyśliła. 🙂

Posłuchajcie historii o „Słodkiej nereczce, która szukała nowego domu”

Była sobie nereczka, która miała ręce, nogi i uśmiechniętą buzię. Ona miała dwie nogi, żeby mogła chodzić. Nereczka sobie szła, szła i szła, bo szukała nowego domu. Były wysokie drzewa i ona nic nie widziała. Za tymi drzewami był domek, taki piękny jak nasz. Było tam łóżeczko i sink (z angielskiego: umywalka). Nereczka umyła sobie buzię oraz ręce i położyła się spać, bo zmęczyła się tym chodzeniem. The end.

Przyjdzie czas na czarne chmury. Nie potrzebuję nikogo, żeby mi o tym przypominał. Przegonimy je oraz czarownice z pomocą tych wszystkich dobrych wróżek. Dobroć i życzliwość zawsze triumfują oraz wydłużają życie według naukowców. Haha…

Ja ochraniam jej NERKĘ

Jestem ciekawską mamą i czytam dużo różnych rzeczy, bo nie chcę zawieść mojego dziecka. Potrzebuję poznać jej chorobę, żeby wspólnie ją lepiej zrozumieć i nie bać się. To drugie, dotyczy bardziej mnie niż mojego dziecka. Perła niczego się nie boi. Haha…. Wiem, że nie będę mieć odpowiedzi na wszystkie pytania świata, ale nie należę do tych, co się łatwo poddają. Haha… Poza tym, Mama Bear niczego się nie boi.

Photo by Foodie Factor on Pexels.com

Ostatnio wpadła mi w ręce książka pt.„The Kidney Disease Solution(przyp.aut. na wszystko jest rozwiązanie, nawet na choroby nerek. Haha…tak tłumaczę ten tytuł) napisana przez Duncan Capicchiano – badaczkę, naturopatę, zielarkę oraz dietetyczkę. Przepraszam Drogie Mamy, że nie skupię się na wszystkich aspektach opisanych w książce i tylko ogólnie opowiem, co mnie tam zainteresowało. Mam dwójkę wspaniałych dzieci i blog nie może zabierać mojego czasu od nich. Haha…… Myślę, że to dobre czytanie dla kogoś, kto właśnie został zdiagnozowany z niewydolnością nerek i chce zmienić coś, co doprowadziło do tej choroby. W przypadku mojej córki, choroba ma podłoże genetyczne, więc zatrzymam się tylko na pierwszym etapie programu opisanego w książce: OCHRONA. Gdyby kogoś zainteresował temat to drugi etap jest: PRZYWRÓCIĆ, natomiast trzeci: ODZYSKAĆ funkcje nerek.

Ochraniać nerki przed uszkodzeniem

Pierwsza rozmowa z nefrologiem Perły dotyczyła właśnie tego aspektu jej życia. Nie należę do tych, co walczą z naturą, ale raczej jej słucham. Jeśli nie można wyleczyć czegoś, co jest już zepsute przez naturęgeny, więc ochrońmy to przed dalszym uszkodzeniem. Taki jest właśnie plan leczenia mojego dziecko.

  • ciśnienie krwi w normie. Udało się nam okiełznać potwora. Haha…. Perła przyjmowała leki na podwyższone ciśnienie, które miało parę dziwnych efektów ubocznych jak: przerost dziąseł. Mój mąż do tej pory nie może w to uwierzyć i uważa, że musiałam lekarza źle zrozumieć, bo on mówił do mnie po angielsku. Haha… Prawdę mówiąc, nie chciałam, żeby moje dziecko przyjmowało leki do końca życia, więc zaczęłam czytać o nadciśnieniu i diecie. Na stałe u nas gości w menu: tran, czosnek oraz bazylia, w której znajduje się eugenol – przeciwutleniacz działający jako naturalny bloker kanału wapniowego. Przeciwdziała przemieszczaniu się wapnia do serca i komórek tętniczych, dzięki czemu umożliwia rozkurcz naczyń krwionośnych. Sama nie wiem, jak udało mi się przekonać moje kochane dziecko do jedzenia bazylii, ale to jedyny zielony liść, który . wcina bez problemu. Haha…
  • potas w normie. Tutaj też na ratunek przyszła mi dietetyczka.
  • unikać infekcji dróg moczowych
  • zdrowe jelita. Okazuje się, że to nasz drugi mózg” oraz odpowiednia flora bakteryjna jest bardzo ważna w leczeniu choroby nerek. Perła przyjmuje probiotyk od trzeciego miesiąca życia oraz je owoce i warzywa, które wspierają zdrowe jelita.
  • utrzymanie odpowiedniej wagi ciała
  • unikać pestycydów. Od urodzenia Perły, kupuję tylko jedzenie z ekologicznych farm, ale nie ukrywam, że rujnuje to mój fundusz oszczędnościowy. Haha… Na szczęście są domowe sposoby na usunięcie chemikaliów z owoców i warzyw. U mnie sprawdza się soda oczyszczona i ocet.
  • pić dużo płynów. Moje dziecko pije przede wszystkim wodę oraz lemoniadę, czyli woda, sok z cytryny zmieszany z sokiem winogronowym zamiast cukru. Może być też cukier – jak kto woli. To taki bardzo amerykański napój i naprawdę popularny tutaj. Poza tym, w domu założyliśmy filtry, żeby woda nie miała zapachu chloru oraz kamienia. Woda to podstawa życia. Zimy w Kanadzie są mroźne i długie. Czasami dochodzi do -45 stopni Celsjusza, dlatego w tym okresie woda zamarza w rurach, więc dodawane jest więcej chloru i to czuć. W Polsce kranówka ma naprawdę zły marketing, ale uwierzcie mi, że wszędzie na świecie pije się ją bez problemu. Kojarzycie z amerykańskich filmów fontanny z wodą do picia w szkołach. One są wszędzie i każdy z nich korzysta.
  • kontrolować stan zapalny w organizmie. Brzmi to ciekawie i nadal nie wiem, jak się do tego dobrać. Ponieważ stan zapalny to rodzaj reakcji obronnej organizmu w odpowiedzi na czynniki uszkadzające. W reakcji zapalnej biorą udział komórki układu odpornościowego, komórki tkanki łącznej, niektóre białka krwi oraz naczynia krwionośne. Oczywiście, że nie chcę, żeby powstawało więcej cyst na nerce mojego dziecka, więc wciąż szukam pomocy w tym temacie. Układ odpornościowy jest ważny – to wiem na pewno i w chorobie nerek odgrywa zasadniczą rolę. Intuicyjnie „posprzątałam nasz dom”, czyli pozbyłam się trzech rodzajów płynów do prania białego, kolorowego oraz dzieci, używam tylko jeden z naturalnymi składnikami dla nas wszystkich, do białego prania dorzucam po prostu szklankę sody oczyszczonej, żadnego płynu do płukania nie mam, a rzeczy pachną czystością, do sprzątania to samo, ocet i soda oczyszczona, plus jeden płyn w sprayu też z naturalnych składników, mniej plastiku jest w naszym życiu. Najśmieszniejsze, że wszyscy smarujemy buzię i ciało mojego dziecka balsamem, nawet mój mąż go lubi. Te wszystkie zmiany zainicjowała Perła. Dzięki niej uświadomiłam sobie, że im mniej reklamowanych produktów w naszym życiu, tym lepiej. Jej alergie zniknęły, ja nie mam bólu głowy i odruchów wymiotnych przez te wszystkie syntetyczne zapachy i ogólnie czujemy się lepiej.

Myślę, że odnalazłam się w tej książce. Jest to bardzo ciekawe kompendium wiedzy, jak w naturalny sposób wspierać zdrowie nerek. Warto przeczytać, nawet jeśli nie zdecydujecie się podążać w tym kierunku, bo medyczna kondycja nie pozwala stosować pewnych ziół czy suplementów. Ja z tym też jestem ostrożna, bo nerka mojego dziecka nie filtruje w 100%.

Pozdrawiam i życzę miłych poszukiwań.

Ja Wam wszystkim życzę zdrowych nerek

Światowy Dzień Nerek nie jest tak popularny jak Dzień Kobiet i nikt nie daje nikomu kwiatków z tej okazji. W dodatku, choroby nerek nie widać, nie słychać, ona nie daje żadnych objawów, więc chyba warto coś o tym napisać.

Zdaniem ekspertów na choroby nerek cierpi 4,2 mln Polaków, z czego 95% o tym nie wie.

Gdy byłam nastolatką, tato mi wiecznie powtarzał, że jesteśmy idealnymi dawcami. Ludzie z grupą krwi O- tak mają. Ja się wtedy zastanawiałam: – Dlaczego chciałabym być w ogóle dawcą, skoro wszyscy są zdrowi?? Moja siostra tylko skończyła osiemnaście lat i już ze swoją przyjaciółką latały do punktu krwiodawstwa i oddawały krew, zamiast iść na piwo. Żartuję. Dziewczyny na piwo też chodziły. Natomiast ja wciąż się zastanawiałam: – Po co? Naprawdę wolno myślę. Hahaha… A tu, muszę szybko dojść do konkluzji, bo mi dziecko wyje. Uwagi potrzebuje, a matka na komputerze klepie w klawiaturę. Niektórym ludziom przychodzą pewne decyzje bardzo prosto, dzięki wrodzonemu altruizmowi i innym cechom charakteru. Ja swoją lekcję odebrałam w the hard way. ( z angielskiego: learn something the hard way czyli nauczyć się czegoś przez ciężką pracę, przykre doświadczenie, uczyć się na błędach). Język angielski bardzo pomaga mi myśleć. Hahah.. Moja córka urodziła się z wielotorbielowatą dysplazją nerek i może potrzebować mojej nerki w przyszłości. Najszczęśliwsza wiadomość dla mnie to ta, że mogę być dawcą, nawet jeśli będę 60-letnią babcią w dobrej kondycji. Haha… Jak to dobrze być idealnym dawcą. Dzięki tato! Twoje dziecko w końcu pojęło. Hahaha…